Wednesday, 17 September 2014

VIEWS FROM ICELAND


Przydałoby się zacząć od początku. Skąd, kiedy i dlaczego znalazłam się akurat.. na Islandii. 
Wyleciałam 7 lipca z Warszawy do Keflaviku, stamtąd autobusem do Reykjaviku gdzie spędzić miałam kolejne 3 miesiące, niby wydaje się mało (tylko 3 miesiące) z drugiej strony dużo (1/4 roku). Na takim głupim przykładzie zawsze uważałam, że słowa mają dużą moc. Przyleciałam tutaj do pracy sezonowej razem z moją koleżanką Pauliną do hotelu Hilton. Czas tak szybko mi zleciał, że nie wierzę gdy patrzę w kalendarz i widzę 17 września. Zostało mi już tylko 9 dni do wylotu i wracam z powrotem na stare śmieci czytaj Białystok. 
W pierwszych tygodniach mojego pobytu miałam okazję razem ze znajomymi wyjechać poza miasto do Akranes. Załączam screena z Google Maps poniżej w celu przybliżenia drogi jaką pokonaliśmy. 
To, co zobaczyliśmy po drodze przybliżę Wam w postaci zdjęć, które jak nic innego są w stanie najlepiej zobrazować to, co działo się podczas podróży. Zawsze karcę siebie za brak oryginalnego kunsztu pisarskiego. Nie potrafię przelać tak myśli na kartkę papieru jakbym chciała. Wszystko lepiej brzmi i wygląda w mojej wyobraźni. Chociaż mój pobyt powoli dobiega tutaj końca, jedno muszę przyznać, za mało zwiedziłam i bardzo tego żałuję. Islandia jest przepięknym miejscem z niesamowitym krajobrazem, mogę nawet stwierdzić, że zapierającym w dech widokiem. Moja pierwsza styczność z Reykjavikiem, które wbrew pozorom nie jest jakieś wyjątkowe, to było tylko 'ach, och' na temat wszystkiego co po drodze mijałam. Zdjęcia, które będziecie mogli zobaczyć, będą przeplatać się ze zdjęciami mojego autorstwa ze zdjęciami Jacka Karwata, z którym m.in. tam byłam. 
Jak to bywa podczas każdej wycieczki, postoje są nieuniknione a nawet konieczne, więc zanim dojechaliśmy na lodowiec, który był naszym celem wyprawy, zatrzymywaliśmy się z 50 razy w każdym miejscu, który wg kierowcy był wart uwiecznienia na aparacie. Ja też nie zapomniałam o swojej zabawce więc też miałam niezłą frajdę bawienia się w prawdziwego chińczyka, który uwiecznia wszystko na około siebie.
Możecie mnie skarcić, że nie pamiętam dokładnie nazw miejsc, w którym się zatrzymywaliśmy, ale po pierwsze było to już jakiś czas, po drugie często zasypiam w samochodzie gdy jestem zmęczona (a wtedy dość krótko spałam), po trzecie wszystko wydawało mi się tak obce i nowe, że zachwycałam się bardziej samym widokiem niż tym gdzie akurat się znajduję. Pewnie teraz jak już oswoiłam się z byciem tutaj, inaczej podchodziłabym do wyjazdu, ale wtedy to ciągle się utrzymywało mi tzw. 'ach,och'. Haha, tak, w tym momencie można by mnie było wywieźć jeszcze dalej a ja pewnie bym się nawet specjalnie nie zmartwiła. 
Gdy w końcu ocuciłam się z robienia sobie wianka..powrót do dzieciństwa..wyruszyliśmy dalej..
  
I tak oto znaleźliśmy się na lodowcu. Moje pierwsze skojarzenie, jak bardzo było tam ciepło! Serio, spodziewałam się, że zamarznę w swojej kurtce, chociaż miałam pod spodem z 3 swetry, to i tak ciągle karciłam się w myślach za brak rękawiczek czy szalika, ale zdecydowanie nie był mi tam potrzebny. W pewnym momencie paradowałam nawet bez kurtki. A uwierzcie mi, jestem strasznym zmarzlakiem.
Mgła spowiła wszystko dookoła. Ciężko było robić zdjęcia. Chcieliśmy wejść na samą gorę lodowca. Ale trochę się to ciągnęło, ja nie miałam przystosowanych do tego butów i z pewnej strony był strach, gdyż ogólnie znajdowało się dużo szczelin pod śniegiem.
Lodowiec nie zachwycił mnie jakąś specjalnie, zdecydowanie późniejsze widoki bardziej zapadły mi w pamięć. Jedno co mi szczególnie zapadło w głowę było nasza trasa jaką pokonaliśmy biednym samochodem, żeby tutaj dotrzeć. Jestem pełna podziwu, że samochód to przeżył. Stwierdzenie miotało nami jak szatan, miało miejsce w rzeczywistości. Kolejny punkt wyprawy był już bardziej słoneczny i wg mnie piękniejszy. 
Kolejna rzecz, która zapadła mi w pamięć, to było to jak niemiłosiernie w tym miejscu wiało. Nie byłoby tak źle, gdyby właśnie nie ten wiatr. Przy nim odczuwalna temperatura była co najmniej minusowa! Ale jedyne co się zgadza na Islandii, to stwierdzenie, że jak nie podoba Ci się pogoda to poczekaj 5 minut i zaraz się zmieni.
Po jakże długim wypoczynku, w którym każdy miał czas by się trochę zdrzemnąć bądź odbyć czas refleksji nad swoim życiem.. koniec, staję się ironiczna. Następnie wpakowaliśmy się wszyscy w samochód i ruszyliśmy dalej.
A na koniec wyłącznie kilka kadrów mojego znajomego.

Saturday, 24 May 2014

A PEACEFUL RUSH HOUR


Miałam się rozpisać, ale jakąś gdy się zaczęłam przymierzać do pisania, opuściła mnie wena.
Więc zostawiam Was ze zdjęciami. Kolejny post będzie już z Islandii.

Monday, 21 April 2014

BAL ARCHITEKTA

Monday, 14 April 2014

MY NUMBER

Walk The Moon - Anywayican

Wolf Gang - The King And All Of His Men

Zaszalałam i postanowiłam zainspirować się stylówką większości dzieciaków, oczywiście żartobliwie do tego podchodząc, jest to pewna odskocznia od tego co noszę na co dzień. We wszystkim czuję się dobrze, szczególnie jeżeli jest to koloru czarnego, tak jak w tym wypadku. 
Szczerze nie mam czasu by się rozpisywać za bardzo gdyż jutro mam zaliczenie wykładów, a cały weekend miałam gościa u siebie i czego można się spodziewać nie miałam okazji by pójść spać o normalnej porze i się wyspać! Niestety też zdrowie specjalnie nie dopisuje, najgorszy rok jaki może być, nigdy tak często nie chorowałam!